top of page
Szukaj
  • Zdjęcie autoraMKS Polonia-Stal Świdnica

Jesteśmy w wielkim finale Pucharu Polski DZPN!


Trwa piękny marsz drużyny IgnerHome Polonii-Stali Świdnica w rozgrywkach Pucharu Polski w sezonie 2022/2023. Podopieczni trenera Grzegorza Borowego wygrali już szósty mecz i awansowali do wielkiego finału wojewódzkiego, w którym zagramy 17 maja na neutralnym terenie w Chojnowie z trzecioligowymi rezerwami Miedzi Legnica. W półfinale wyeliminowaliśmy po trudnym boju zakończonym serią jedenastek ekipę Karkonoszy Jelenia Góra.


Jeleniogórzanie, jeśli wierzyć bukmacherom przystępowali do tego boju w roli dość wyraźnego faworyta. Rozpędzony lider grupy zachodniej IV ligi, który jest już niezwykle blisko zapewnienia sobie udziału w barażach o awans do makroregionalnej III ligi chciał wykonać kolejny krok, także w rozgrywkach Pucharu Polski. Na ich drodze stanęła najlepsza pucharowa ekipa Podokręgu Wałbrzych Dolnośląskiego Związku Piłki Nożnej – IgnerHome Polonia-Stal Świdnica. Drużyny mimo, że często rywalizują w ostatniej latach w meczach sparingowych, czy to zimą, czy latem, to w meczach o stawkę po raz ostatni rywalizowały w sezonie 2015/2016. Wtedy to w Jeleniej Górze padł najpierw bezbramkowy remis, a w rewanżu w Świdnicy lepsi byli gospodarze (2:0) po trafieniach Igora Wargina i Grzegorza Borowego, nota bene obecnego szkoleniowca biało-zielonych.


Spotkanie rozgrywane na terenie Świdnickiego Ośrodka Sportu i Rekreacji miało swój ciężar gatunkowy i to było widać. Obie drużyny po wygraniu pięciu pojedynków, zostaniu mistrzem swojej strefy, walczyły o awans do wielkiego, wojewódzkiego finału. W spotkanie lepiej weszli gospodarze. W 4. minucie w ostatniej chwili zablokowany został próbujący uderzać głową Oskar Trzepacz, a chwilę później piłka po mocnym uderzeniu Patryka Paszkowskiego minęła światło bramki. W 9. minucie przed szansą stanęły Karkonosze. Świdniczanie źle wyprowadzili piłkę z własnej strefy, ta padła łupem gości, ale skończyło się tylko na zagrożeniu. Miejscowi bardzo dobrze pressowali, jeleniogórzanie przez dobre kilka minut mieli problem z wyprowadzeniem futbolówki i wyjściem z własnej strefy i kiedy nic nie zapowiadało w tym fragmencie gry gola dla przyjezdnych, tak właśnie się stało. Długa piłka od Jakuba Firmantego, zgranie głową Patryka Bębenka i świetny wolej Kamila Kurianowicza otworzył wynik tego spotkania. Akcja znakomita, ale jak się okazało później znalazła się w cieniu trafienia zdobytego przez gospodarzy tego widowiska. W 23. minucie była szansa na remis, lecz Piotr Kotyla przegrał starcie jeden na jednego z ostatnim obrońcą Karkonoszy. Goście też nie rezygnowali z dalszej walki i nie zamierzali zadowolić się jednym, zdobytym trafieniem i skromnym prowadzeniem. Chwilę po osiągnięciu 30. minuty gry dwie bardzo dobre okazje zmarnował Dominik Radziemski. Zawodnik Karkonoszy był tego dnia aktywny, gorzej z nastawionym przez niego celownikiem. Przy pierwszej sytuacji fatalnie chybił z okolicy 14. metra, później uderzał niedokładnie po dłuższym słupku bramki strzeżonej przez Bartłomieja Kota. W 38. minucie skutecznie odpowiedzieli piłkarze IgnerHome Polonii-Stali Świdnica, a trafienie należy uznać za takie z cyklu „stadiony świata”. Na prawej flance Adam Wojciechowski minął jak slalomowe tyczki Patryka Maciejewskiego i Nikodema Siudaka, oddał futbolówkę do Patryka Paszkowskiego, który popisał się znakomitą asystą przy fantastycznym golu „nożycami” Oskara Trzepacza. Wojciech Fościak próbował interweniować, ale lecąca jak pocisk futbolówka ugrzęzła w jeleniogórskiej sieci. Końcówka pierwszej połowy należała do podopiecznych trenera Jacka Kołodziejczyka. Goście seryjnie bili rzuty rożne, ale bez happy endu. Najpierw strzał głową Radziemskiego obronił świdnicki golkiper, a następnie futbolówkę zmierzającą do bramki wybił Damian Kasprzak (uderzenie Tobiasza Kuźniewskiego). W pierwszej części gry obie drużyny grały falami i po 45 minutach mieliśmy remis 1:1.


Drugą część gry jeleniogórzanie rozpoczęli od mocnego uderzenia. W 51. minucie było blisko gola na 2:1 dla biało-niebieskich. Po rzucie rożnym do pozycji strzeleckiej doszedł bardzo aktywny Kamil Kurianowicz, lecz piłka zatrzymała się na słupku świdnickiej bramki. Trzeba uczciwie przyznać, że Kurianowicz nie miał tego dnia zbyt wielkiej pomocy z przodu w osobie najlepszego snajpera Karkonoszy w tym sezonie – Mateusza Baszaka. Napastnik Karkonoszy w meczach IV ligi strzelił już w tym sezonie 36 goli, ale podczas pucharowej potyczki w Świdnicy na nic zdały się te liczby i papierkowe kalkulacje. W 53. minucie znów przed dogodną szansą stanął Dominik Radziemski, który tym razem został zablokowany. Gospodarze wrócili na właściwe tory i też zaatakowali bramkę Wojciecha Fościaka. W 60. minucie blisko sięgnięcia piłki głową był Piotr Kotyla, a w 67. minucie bardzo groźne uderzenie z dystansu oddał Damian Szydziak. Piłka po strzale świdnickiego pomocnika minęła jednak światło bramki. Kilka minut później miejscowi znów próbowali szczęścia uderzeniem z dystansu, tym razem w wykonaniu Mateusza Nazara, lecz futbolówka przeleciała nad poprzeczką. W 75. minucie mogło być 2:1 dla biało-zielonych. Na dośrodkowanie z lewej strony boiska zdecydował się Kajetan Frankowski, a piłka obija ostatecznie poprzeczkę bramki Karkonoszy. Trzeba przyznać, że gdyby piłka leciała nieco niżej, to wpadłaby „za kołnierz” golkipera przyjezdnych. Jeszcze jednak okazja dla świdniczan nadeszła w 80. minucie. Po bardzo dobrym rozegraniu piłki i wrzutce Andrieja Kozachenko, w piłkę nie zdołał trafić we wnętrzu pola karnego Patryk Paszkowski. Końcówka należała już do Karkonoszy. Zmęczeni podopieczni trenera Grzegorza Borowego oddali pole gry swoim rywalom, skupiając się na defensywie i licząc na kontry. Groźnie było w tym fragmencie spotkania głównie pod bramką Bartłomieja Kota. Najpierw zablokowany został wprowadzony w drugiej połowie Mikołaj Krawczyk-Demczuk, a następnie świdnicki golkiper świetnie obronił uderzenie Dominika Radziemskiego. W ostatniej akcji meczu po długim wrzucie z autu strzał zdołał jeszcze oddać Kamil Kurianowicz, ale i ta próba była nieskuteczna.


Finalnie półfinałowe spotkanie Pucharu Polski na szczeblu Dolnośląskiego Związku Piłki Nożnej prowadzone bardzo dobrze przez doświadczonego arbitra Marka Opalińskiego (KS Legnica) zakończyło się remisem 1:1 i do wyłonienia triumfatora potrzebna była seria jedenastek. Powiedzmy sobie szczerze, że z perspektywy gości, te rzuty karne trudno było wykonywać po prostu gorzej. Koszmar rozpoczął się już w pierwszej serii, kiedy to przestrzelił Dominik Radziemski. Chwilę później jedenastkę pewnie wykonał Wojciech Sowa, a następnie Jakub Firmanty podobnie jak Radziemski uderzył ponad bramką. Po golu Patryka Paszkowskiego było już zatem 2:0. Nadzieje w serca jeleniogórzan wlał jeszcze Kamil Kurianowicz, lecz kilkadziesiąt sekund później młody Emil Migas dość szczęśliwie i po rękach interweniującego Wojciecha Fościaka trafił na 3:1. Całość zwieńczyło pudło Mikołaja Krawczyka-Demczuka. Statystycznie trudno znaleźć serię rzutów karnych podczas której jeden z zespołów nie wykorzystał aż trzech jedenastek, ale żadnej z tej prób nie odbił bramkarz przeciwników… Karkonosze zostały wyeliminowane, a zespół IgnerHome Polonii-Stali Świdnica powalczy dalej w wielkim finale Pucharu Polski na szczeblu wojewódzkim. Tam rywalem ekipy trenera Grzegorza Borowego będą trzecioligowe rezerwy Miedzi Legnica, które ograły 3:2 zespół Piasta Żmigród.


Naszej drużynie należą się ogromne brawa, wszyscy bez wyjątku dali z siebie 110% i dołożyli swoją cegiełkę do końcowego triumfu. Rozpędzona świdnicka maszyna wygrała już czwarty mecz z rzędu i ma chrapkę na kolejne, czy to w rozgrywkach ligowych, czy pucharowych. W Pucharze Polski wygraliśmy już szósty mecz, jesteśmy cały czas w grze o spełnienie swoich marzeń, jakim jest występ biało-zielonych na szczeblu centralnym rozgrywek Polskiego Związku Piłki Nożnej. Nie będzie łatwo, ale nie raz świdniczanie udowadniali, że przy wsparciu swoich kibiców są w stanie wygrywać z każdym i prezentować futbol bardzo wysokich lotów. Nie ma mowy o odpoczynku, teraz czas na kilku meczów ligowych, a wielki finał Pucharu Polski już 17 maja w Chojnowie. Warto dodać, że gospodarzom szczęście przyniosła również biało-zielona eskorta dzieciaków wyprowadzających zawodników na spotkanie IgnerHome Polonia-Stal Świdnica – Karkonosze Jelenia Góra. Byli to młodzi adepci futbolu z grup żaków i skrzatów Andrija Kozachenko i Yevhena Velychko.


IgnerHome Polonia-Stal Świdnica – Karkonosze Jelenia Góra 1:1 (1:1, karne 3:1)


Świdnica: Kot, Moskwa (70′ Traczyk), Sowa, Kasprzak, Frankowski, Paszkowski, Szydziak, Nazar, Kotyla (60′ Kozachenko), Wojciechowski (83′ Migas), Trzepacz.


Jelenia Góra: Fościak, Firmanty, Kuźniewski, Kocot (87′ Sołtysiak), Kulchawy, Bębenek (78′ Chmielewski), Maciejewski, Radziemski, Siudak (78′ Krawczyk-Demczuk), Kurianowicz, Baszak (73′ Tokarz).

218 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Comentários


bottom of page