Szukaj
  • MKS Polonia-Stal Świdnica

Cztery minuty, które wstrząsnęły Bytomiem…


Kolejny szalony mecz, pełen dramaturgii i walki do ostatnich sekund pojedynku rozegrali piłkarze MKS-u Polonia-Stal Świdnica. Podopieczni Jarosława Pedryca w starciu z dwukrotnym mistrzem Polski i wiceliderem tabeli Polonią Bytom byli skazywani na sromotną klęskę, ale znów udowodnili, że w tej lidze można powalczyć z każdym. Biało-zieloni mocno postraszyli faworyta, który do końca musiał drżeć o końcowy rezultat i choć wracali to Świdnicy na tarczy, to mogli to robić z podniesioną głową.


Początek starcia z dwukrotnym mistrzem Polski, czterokrotnym wicemistrzem kraju i jedynym polskim klubem, który sięgnął po zwycięski puchar europejskich rozgrywek (1965 rok – Puchar Intertoto) rozpoczął się dla nas zupełnie inaczej, niż miało to miejsce podczas ubiegłotygodniowej potyczki z rezerwami ekstraklasowego Zagłębia Lubin. Świdniczanie zagrali odważnie i nie przestraszyli już faworyta meczu. Już w 6. minucie mieliśmy swoją okazję do zdobycia gola, ale Wojciech Szuba nie zdołał z rzutu wolnego zaskoczyć Dominika Brzozowskiego. Chwilę później ruszyliśmy z groźną kontrą zainicjowaną przez Bartosza Paszkowskiego. Młody skrzydłowy zagrał piłkę do Kornela Ciupki, a ten zamiast odgrywać ją z powrotem szukał podaniem Damiana Szydziaka. Niestety skończyło się tylko na zagrożeniu i ostatecznie niecelnym dograniu futbolówki. Z czasem do głosu zaczęli coraz śmielej dochodzić gospodarze. W 19. minucie znakomicie w polu karnym znalazł się doświadczony Patryk Stefański, były zawodnik ekstraklasowego wtedy zespołu Ruchu Chorzów, jak również m.in. Zagłębia Sosnowiec, czy GKS-u Katowice. 31-latek ubiegł w tej sytuacji Bartłomieja Kota, który wydawałoby się mógł w tej sytuacji spisać się lepiej i wpakował futbolówkę głową do sieci. Nasz golkiper w kolejnych minutach stanął na wysokości zadania, broniąc kilka znakomitych uderzeń rozpędzonych rywali. W 30. minucie nie był już jednak w stanie zatrzymać uderzenia głową Jakuba Wróbla. Do końca pierwszej części gry miejscowi starali się podwyższyć rezultat, lecz do przerwy obie ekipy schodziły przy wyniku 2:0.


Po zmianie stron obraz gry się nie zmieniał. Biało-zieloni próbowali się odgryzać, a piłkarze Polonii Bytom nie pozwalali nam na zbyt wiele. Oprócz tego gospodarze cały czas zaciekle walczyli o zaliczenie kolejnych trafień. Po takiej akcji w 55. minucie dopięli swego, choć gol był nieco przypadkowy. Bartłomiej Kot odbił uderzenie Michała Płonki, ale piłka na błocie w piątce pola bramkowego nabrała rotacji i wtoczyła się do sieci. Stan murawy pozostawiał zresztą sporo do życzenia, stadion Szombierek Bytom jest po prostu w opłakanym stanie (FOTO obiektu w Bytomiu w treści artykułu) i w niczym nie przypomina choćby obiektu Świdnickiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Goście dążyli do strzelenia choćby honorowego gola, ale brakowało dokładności, wykończenia i nieco szczęścia. W 73. minucie z rzutu wolnego huknął Wojciech Szuba, ale udanie piłkę nad poprzeczką przeniósł Dominik Brzozowski. Zamiast gola przyjezdnych mieliśmy kolejną skuteczną akcję, tym razem wykorzystaną przez Dawida Krzemienia, który na raty wpakował piłkę do siatki i zrobiło się 4:0 dla Polonii Bytom.


W tym momencie wydawało się, że na kwadrans przed ostatnim gwizdkiem arbitra emocje się definitywnie skończyły. Nic bardziej mylnego, bo świdniczanie znów nie dali za wygraną. W 81. minucie skuteczną główką po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Wojciecha Szuby popisał się Robert Myrta i zrobiło się 4:1 dla miejscowych. W 83. minucie znów spod chorągiewki futbolówkę dorzucał Szuba, a akcję tym razem efektownie z ostrego kąta głową wykończył Grzegorz Borowy. Nie minęła minuta, po raz kolejny asystował Wojciech Szuba, a efektownie z woleja kropnął Damian Kasprzak. Tym samym zrobiło się już tylko 4:3 dla miejscowych, a nasi piłkarze złapali kontakt. Naszych ataków nie było końca, w kolejnej minucie przejęliśmy futbolówkę i popędziliśmy pod bramkę przeciwników. W polu karnym rywale ratowali się faulem, nasz gracz został kopnięty, ale sędziemu zabrakło odwagi, żeby w takich okolicznościach i meczu byłego mistrza Polski oraz wicelidera tabeli z dziewiętnastą ekipą ligi podyktować rzut karny na 4:4. Sędziowanie pozostawiało wiele do życzenia, a najlepszym dowodem na to jest sytuacja z 94. minuty spotkania. Kiedy goście ruszyli już całą drużyną do przodu szukając wyrównania, kropkę nad “i” postawili gospodarze. Bartłomieja Kota w sytuacji sam na sam pokonał nasz były gracz, Damian Celuch. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że wybiegający do piłki Celuch i znajdujący się tuż przy arbitrze liniowym był na wyraźnym spalonym. Podopieczni trenera Jarosława Pedryca ulegli finalnie po walce 3:5, szkoda popełnionych błędów własnych i tego, że w pogoń ruszyliśmy tak późno. Po raz kolejny pokazaliśmy jednak charakter, to że dobrze wytrzymujemy starcia z takimi rywalami pod względem kondycyjnym i potrafimy napsuć sporo krwi zdecydowanym faworytom rozgrywek. Za tydzień kolejny mecz o punkty. W sobotę, 24 kwietnia podejmiemy na swoim terenie Lechię Zielona Góra.


Polonia Bytom – Polonia-Stal Świdnica 5:3 (2:0)


Polonia-Stal: Kot, P. Paszkowski, Sowa, Kasprzak, Kozachenko, Sztylka (66′ Osiadły), Borowy, Szuba, B. Paszkowski (80′ Myrta), Szydziak (66′ Filipczak), Ciupka (46′ Tragarz)

314 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie